Mówi się, że czasy się zmieniają, że ludzie się zmieniają. Tak naprawdę ludzi jest coraz więcej, ale człowieka coraz mniej. Każdy gdzieś gania, się spieszy, nie ma czasu dla innych, skupia się tylko na swoim szczęściu i swoich potrzebach. Niektórzy stali się tak empatyczni, że mordują ze „współczucia”. 

Mówi się, że czasy się zmieniają, że ludzie się zmieniają. Tak naprawdę ludzi jest coraz więcej, ale człowieka coraz mniej. Każdy gdzieś gania, się spieszy, nie ma czasu dla innych, skupia się tylko na swoim szczęściu i swoich potrzebach. Niektórzy stali się tak empatyczni, że mordują ze „współczucia”. 

Mam na myśli eutanazję. Niektórzy ludzie tak „współczują”, że nie mogą znieść cudzego bólu, a ponieważ tego bólu nie potrafią do końca uśmierzyć – eliminują człowieka, żeby wyeliminować jego ból…

Wczesnym rankiem we wrześniu 2008 roku, 32-letni pielęgniarz, pełen życia i pasji jechał do pracy, by jak co dzień oddać się opiece nad pacjentami szpitala psychiatrycznego. Do pracy miał zaledwie 17 kilometrów. Tego dnia niestety nie dotarł do celu. Jego samochód rozbił się na wąskiej i rzadko uczęszczanej drodze. Rozległe obrażenia sprawiły, że ten 32-letni mąż i ojciec 3-letniej córeczki zapadł w śpiączkę.

Vincent Lambert, który od 2008 roku jest utrzymywany przy życiu przez specjalne urządzenia, może zostać od nich odłączony – zdecydował Europejski Trybunał Praw Człowieka w 2015 roku.

Vincent Lambert znajdował się w śpiączce przez siedem lat oraz doznał paraliżu wszystkich kończyn wyniku wypadku samochodowego. Kwestia tego, czy powinien zostać odłączony od aparatury podtrzymującej życie podzieliła jego rodzinę. Ostatecznie sprawa trafiła do Europejskiego Trybunału, po tym jak Sąd Najwyższy we Francji nie wyraził zgodny na przeprowadzenie zabiegu. Decyzja te wstrząsnęła opinią publiczną we Francji, gdzie eutanazja jest nielegalna.

Historia Vincenta Lamberta to jedna z tych, która zwraca uwagę na fundamentalny problem jakim jest prawo człowieka do życia i śmierci

Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał na tego człowieka wyrok śmierci. Vincent jest sparaliżowany, jednak jego serce bije, oddycha samodzielnie, nie potrzebuje respiratora ani innej aparatury podtrzymującej życie. Żyje on w tzw. stanie minimalnej świadomości: reaguje na bodźce, rusza oczami, płacze, odczuwa ból. Z punktu widzenia medycyny nie jest to stan wegetatywny. Pacjent nie jest rośliną sztucznie podtrzymywaną przy życiu.

A jednak sąd zadecydował, że „trzeba go odłączyć”. „Za” głosowało 12 sędziów, przeciw – 5 (z Malty, Mołdawii, Gruzji, Słowacji i Azerbejdżanu). „Odłączyć” znaczy w tym przypadku – przestać odżywiać. To znaczy – zagłodzić na śmierć.

O odłączenie go od sondy żywieniowej z uporem, walczy od kilku lat jego żona Rachela i bracia. Powołują się na prawo Leonettiego, które pozwala składać wnioski o zakończenie życia osoby bliskiej, której terapia nie daje żadnych skutków i można określić ją jako uporczywą.

I pewnie Vincent Lambert dawno by już nie żył, gdyby nie upór, z kolei, jego rodziców. Słusznie twierdzą, że nie jest stosowana wobec niego uporczywa terapia. Utrzymują z nim kontakt.

W sieci opublikowano film (filmik znajdziecie poniżej), na którym widać, jak sparaliżowany Vincent rusza oczami i ustami, w reakcji na głos swojej matki. Przyjaciel rodziny przez ten filmik chciał pokazać, że Vincent nie jest roślinką, jego oczy reagują.

Z kolei specjaliści opiekujący się chorym uważają, że film jest propagandą medialną i nie ma wiele wspólnego z medycznym realiami. Twierdzą oni, że mózg Vincenta Lamberta nie jest w stanie odpowiadać na bodźce zewnętrzne i reagować.

Żona Vincenta chce, aby szanując ludzką godność odłączyć męża od utrzymującej go przy życiu aparatury. Kobieta chce spełnić misję odebrania życia człowiekowi, który w swojej bezsilności nie może nic. Jest zdany na łaskę innych.

Matka jest temu przeciwna twierdząc, że jej syn żyje i ma kontakt z otoczeniem, że mimo swojego stanu, walczy.

Historia Vincenta mocno podzieliła opinię społeczną we Francji. Na ulicami wielkich miast przeszły nawet marsze w obronie życia mężczyzny. Do publicznej debaty włączyli się też francuscy biskupi. Dziewięciu z nich, napisało nawet list do prezydenta, polityków i lekarzy. To dzięki interwencji Kościoła, lekarka prowadząca Vincenta, odmówiła odłączania go od sondy żywieniowej.

Niestety nie wiadomo jak ta sprawa toczy się dalej, wiele wskazuje na to, że utknęła. A Wy jaką stronę popieracie? Uważacie, że rację ma żona czy matka Vincentego?

Źródło: www.fronda.pl, www.gosc.pl, www.wiadomosci.wp.pl, www.bialystok.jard.pl, www.fakt.pl, youtube.com
Zdjęcia: www.independent.co.uk, www.catholicweekly.com.au

PRZECZYTAJ TAKŻE: 

Czy istnieje śmierć kliniczna?

NAJSZYBSZE CIASTO Z JABŁKAMI – WYSTARCZY 10 MINUT! – f7kulinarne