Islandzcy kibice wyjawili tajemnicę swojego fantastycznego dopingu. „Nie jest to rozgrzewka do walki Wikingów sprzed tysiąca lat. My uczyliśmy się od Polaków” – powiedział prezes stowarzyszenia islandzkich kibiców piłkarskich Styrmir Gislason.

Islandzcy kibice wyjawili tajemnicę swojego fantastycznego dopingu. „Nie jest to rozgrzewka do walki Wikingów sprzed tysiąca lat. My uczyliśmy się od Polaków” – powiedział prezes stowarzyszenia islandzkich kibiców piłkarskich Styrmir Gislason.

Islandczyk w rozmowie z duńskim dziennikiem „Jyllands Posten” wytłumaczył, że zakładając w 2007 roku stowarzyszenie Tolfan szukał z kolegami odpowiedniej i rozpoznawalnej formy dopingu: „znaleźliśmy ją u polskich kibiców piłki ręcznej”.

Wyjaśnił, że po wielokrotnym obejrzeniu nagrań wideo z polską publicznością zmienili nieco formę dopingu i wprowadzili pewne wariacje.

„Po latach stosowania tego dopingu podczas meczów ligowych na Islandii forma ta rozwinęła się do takiej, jaką teraz prezentujemy we Francji” – wyjaśnił Gislason.

Podkreślił, że jest mu bardzo przykro, ale jest zmuszony „zabić” piękny mit o rytuałach Wikingów, o którym piszą światowe media.

„Niestety, taka jest prawda. Taka formę wymyślili Polacy, a my ją tylko przejęliśmy, nawiązując do naszej przeszłości historycznej. Teraz na meczach we Francji dźwięk naszego dopingu sprawia, że sami dostajemy gęsiej skórki i czujemy się nieustraszonymi Wikingami” – dodał Gislason.

Islandia to prawdziwy fenomen. Do Francji poleciało nawet 40 tys. kibiców, czyli ponad 10% populacji całego kraju. Za to same mecze regularnie ogląda połowa ludności i ponad 98% ludzi mających włączone telewizory w tym czasie – dla porównania, w Polsce w meczu ze Szwajcarią było to „tylko” 86%.

Mecz 1/4 finału Euro pomiędzy Islandią a Francją odbędzie się w niedzielę o godzinie 21 na stadionie Stade de France w podparyskim Saint-Denis.

lplp

A już dzisiaj mecz Polski z Portugalią. Najważniejszy występ reprezentacji Polski w ostatnich dekadach. Wydaje się, że rywal jest jak najbardziej w naszym zasięgu. Poza Cristiano Ronaldo kadra Fernando Santosa prezentuje zbliżony poziom. Początek spotkania w Marsylii o godz. 21.

Można odnieść wrażenie, że trafienie na Portugalię to ciąg dalszy szczęścia, które towarzyszy biało-czerwonym, żeby wspomnieć choćby względnie łatwą grupę oraz fakt, że z Niemcami zagraliśmy drugi mecz, a ten naszym zachodnim rywalom na ogół w wielkich turniejach nie wychodzi. Wyeliminowanie Chorwacji przez Portugalczyków zdaje się wpisywać w ten nurt.

Portugalczycy na szczęście zawodzą w mistrzostwach Europy we Francji. Mając jednego z najlepszych piłkarzy na świecie – oczywiście Cristiano Ronaldo – grają znacznie poniżej oczekiwań. Zamiast w cuglach wygrać grupę – wszak byli losowani z pierwszego koszyka – ledwo wywalczyli trzy remisy w fazie grupowej i zajęli trzecie miejsce w grupie. Warto dodać, że nawet Albania potrafiła zwyciężyć w tej rundzie.

Występy w grupie F Portugalia zaczęła od remisu z Islandią (1:1), potem był równie bezbarwny mecz z Austrią (0:0), a na koniec już faktycznie niezwykle emocjonujący z Węgrami (3:3). Jedynie w ostatnim spotkaniu błysnął Ronaldo, który strzelił dwa gole. Węgrzy wprawdzie wygrali grupę, ale trzeba pamiętać, że nie jest to drużyna ze ścisłej światowej czołówki. Poprzedni raz zagrali w mistrzostwach Europy w 1972 roku, zaś w mistrzostwach świata w 1986 roku i cały czas żyją „Złotą jedenastką” z lat 50.

Jak wspomniano, poza dwoma golami w spotkaniu z Węgrami Ronaldo niczym szczególnym w fazie grupowej się nie wyróżnił. Może z wyjątkiem tego, że podczas zdjęć reprezentacji przed meczami stawał na palcach. Więcej to jednak mówi o jego psychice niż o talencie piłkarskim i nie zalicza się do ogólnego bilansu.

Wydaje się, że posiadanie piłkarza tej klasy co Ronaldo jest raczej ograniczeniem niż korzyścią. Spójrzmy, że obecność w składzie gwiazdy Realu Madryt sprawia, iż jego koledzy podświadomie zaczynają grać gorzej, spodziewając się po swojej największej gwieździe cudów. Sam Ronaldo meczu wygrać nie może.

Destrukcyjny podział na gwiazdę i resztę zespołu wydaje się być nierozwiązywalną bolączką Portugalczyków. Nie da się nie odnieść wrażenia, że co jakiś czas jego symptomy daje się dostrzec w ekipie biało-czerwonych. Do tego modelu można również wpisać, zachowując proporcje, układ Robert Lewandowski – koledzy.

Na szczęście podczas Euro 2016 nawet jeżeli nasza największa gwiazda nie trafia do siatki, robią to inni. Wyróżnić tu trzeba przede wszystkim Kubę Błaszczykowskiego, który ma udział we wszystkich bramkach zdobytych przez naszą drużynę we Francji (trafienie lub asysta); podobnie zresztą było w poprzednich mistrzostwach Europy.

2